Rozmowy

Rozmowy Otwartej Nauki to cykl wywiadów na temat otwartości w badaniach naukowych przeprowadzanych specjalnie dla serwisu Otwarta Nauka z czołowymi ekspertami w dziedzinie otwartego dostępu z Polski i ze świata, a także z reprezentantami krajowych środowisk naukowych.

 

Dyskursy akademickie zostały ukształtowane przez materialne formy upowszechniania wiedzy

Kiedy humaniści mówią do mnie: wy po prostu zmuszacie nas do zmienienia naszej praktyki z powodu zmiany technologii, irytuję się z dwóch powodów. Po pierwsze, nowa technologia pozwalająca na otwarte, nie-rywalizacyjne rozpowszechnianie, jest o wiele bardziej zgodna z tym, co robimy z publikacjami akademickimi niż formy rywalizacyjne. Po drugie, taki argument zakłada, że papier, książki, kodeks i inne formy materialne same nie są rodzajem technologii, który determinuje nasze praktyki. W ogóle nie mówi się, a przynajmniej o wiele za mało, o tym, w jaki sposób dyskurs akademicki został ukształtowany przez materialne formy rozpowszechniania wiedzy. Martin Eve, profesor literatury i założyciel Open Library of Humanities, uważa, że mówienie o podziale między humanistyką a naukami ścisłymi jest często przesadzone.

 

Archiwangelista otwartego dostępu. Ostatni wywiad?


Na pytania Otwartej Nauki zgodził się odpowiedzieć Stevan Harnad, wybitny przedstawiciel ruchu na rzecz otwartego dostępu. Jest autorem słynnej "Przewrotnej propozycji", założycielem czasopism 'Psycoloquy' oraz "Behavioral and Brain Sciences", twórcą i administratorem AmSciForum, jednym z głównych koordynatorów CogPrints Initiative (żeby wymienić tylko niektóre z jego zasług). Nie trzeba przedstawiać go nikomu, kto choćby pobieżnie zna historię ruchu otwartego dostępu.

 

Nastawiamy się na konsekwentne działania

Trzeba nastawić się na systematyczne i konsekwentne działania zmierzające do stopniowego wprowadzania otwartego dostępu. Aktualnie MNiSW prowadzi działania edukacyjne i szkoleniowe w zakresie otwartego dostępu dla jednostek naukowych i uczelni. Wkrótce udostępnimy na naszej stronie internetowej materiały i informacje dotyczące otwartego dostępu, w tym także treść przykładowej instytucjonalnej polityki - mówi dr hab. Teresa Czerwińska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w wywiadzie udzielonym serwisowi Otwarta Nauka.

 

Otwarty dostęp pozostanie połowiczną rewolucją

Świat z całą pewnością uzyska otwarty dostęp, jednak wspólnocie akademickiej prawdopodobnie nie uda się rozwiązać problemu przystępności, który pierwotnie przyciągnął  wiele osób do ruchu otwartego dostępu – twierdzi Richard Poynder, niezależny dziennikarz brytyjski specjalizujący się w tematyce komunikacji naukowej i otwartego dostępu, w rozmowie z Michałem Starczewskim. Ponieważ wydawcy wydają się dziś jedyną grupą „interesariuszy” otwartego dostępu, która jest względnie zorganizowana i przedstawia spójne stanowisko, rozdzielający fundusze zwracają się właśnie w ich stronę. Rzecznicy OD nie potrafią wziąć odpowiedzialności za swój ruch. Co więcej, nic nie wskazuje na to, by wspólnoty akademickie były gotowe zrezygnować z publikowania w prestiżowych czasopismach i porzucić osławiony Impact Factor. W rzeczywistości trzeba odejść od pytania „Jak zmusić naukowców do przyjęcia otwartego dostępu?” i zastąpić je pytaniem „Jak wykorzystać sieć do stworzenia skuteczniejszego i sprawniejszego systemu komunikacji naukowej pasującego do XXI wieku?”.

 

Społeczeństwo zyskuje, gdy otwieramy dane i pozwalamy z nich korzystać

Dzięki otwartemu udostępnianiu danych możemy prowadzić lepsze badania i bardziej zbliżyć się do prawdy, ponieważ dysponujemy większą ilością danych. Badania odbywają się szybciej – przekonuje dr Kevin Ashley, dyrektor Digital Curation Centre, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Także postęp odbywa się szybciej, bo dzięki wielkiej ilości danych spada koszt prowadzenia badań. Tak więc możemy albo szybciej przeprowadzić więcej badań za te same pieniądze, albo – jeśli środki się zmniejszą – wciąż osiągnąć te same efekty co wcześniej. Istnieją też korzyści innego typu, których wartość trudniej jest określić pod względem ekonomicznym, ale jest ona bezdyskusyjna. Jedna z nich dotyczy integralności badań. Niemal każdy przypadek oszustwa lub błędu w badaniach znany z przeszłości mógłby być wykryty o wiele wcześniej, gdyby dysponowano dostępem do danych leżących u podstaw tych badań.

 

Otwartość powinna być standardem w przypadku danych badawczych

Otwartość to dopiero pierwszy krok. Zapewnienie danym funkcjonalności, a także umożliwienie ich ponownego wykorzystania, to zadania znacznie bardziej skomplikowane – zauważa Mark Parsons, sekretarz generalny Research Data Alliance, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Big Data jest dziś modnym pojęciem. W tym kontekście często mówi się o objętości, szybkości i różnorodności. Jeśli chodzi o stronę techniczną, to poradzimy sobie z objętością i prędkością, jednak różnorodność będzie wymagała znacznie większej zmiany. Nie tylko z technicznego punktu widzenia, ale także ze względu na samych badaczy i ich sposoby zbierania i prezentowania danych.

 

Udostępnianie danych musi stać się integralną częścią procesu badawczego

W erze cyfrowej badania naukowe zasadniczo różnią się od badań w tradycyjnym sensie – twierdzi Mark Thorley, specjalista z zakresu danych badawczych w brytyjskiej Natural Environment Research Council (NERC), w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Część naukowców zaczyna rozumieć, że trzeba udostępniać dane badawcze, aby pozwolić innym powtórzyć swoje badania lub je zweryfikować albo po prostu dowieść, że dane te są jawne i prawdziwe. Rozpowszechnianie wyników badań naukowych, czy to artykułów w otwartym dostępie, czy danych w repozytoriach lub centrach danych, jest częścią procesu badawczego. To nie jakiś nadprogramowy dodatek finansowany niezależnie od samych badań, ale sprawa zasadnicza.

 

Chcemy zachęcać, a nie zmuszać do udostępniania wyników badań

W różnych dyscyplinach nauk łatwość udostępniania wyników badań jest większa bądź mniejsza. W takiej uczelni jak UW, gdzie mamy bardzo wiele dyscyplin naukowych, będzie się to zmieniało w zależności od wydziału czy instytutu – mówi profesor Marcin Pałys, rektor Uniwersytetu Warszawskiego, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Myślimy nad tym, żeby przede wszystkim uruchomić taki system, który by zachęcał ludzi do udostępniania swoich wyników pracy. A więc niekoniecznie zmuszać ich do tego instytucjonalnie, ale stwarzać zachęty i dawać dobre przykłady. W wielu miejscach coś się dzieje, chociaż nie są to działania bardzo silnie ze sobą skoordynowane. To raczej inicjatywy oddolne, których rozwój warto wspierać. Moim zdaniem one mają szansę znacznie szybciej rozwinąć otwarty dostęp niż działania instytucjonalne.

 

Dzielenie się danymi to tylko kolejna składowa komunikacji naukowej

Przechowywane przez nas dane to tylko ułamek wszystkich danych wytwarzanych w Wielkim Zderzaczu Hadronów – wyjaśnia dr Tim Smith, szef działu współpracy i informacji w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Poruszające się w przeciwnych kierunkach cząsteczki zderzają się ze sobą 14 milionów razy na sekundę. Z kolei każdy detektor składa się z około 150 milionów czujników. Jeśli więc pomnożymy przez siebie te dwie wielkości, to otrzymujemy petabajty danych na sekundę wytwarzanych przez detektory. Nie ma możliwości, by przechować ani zanalizować taką ilość danych. W związku z tym proces przetwarzania danych zaczyna się już w samych detektorach. Stworzyliśmy odpowiednio zaprogramowany filtr umożliwiający ograniczenie ilości danych z petabajtów na sekundę do terabajtów na sekundę. Dane te są następnie przekazywane do połączonych sekwencyjnie komputerów, na których tysiące procesorów przetwarzają je w czasie rzeczywistym, odsiewając najbardziej interesujące przypadki i redukując w ten sposób strumień danych z terabajtów do gigabajtów na sekundę.

 

Musimy empirycznie dowieść, że nasza polityka przynosi rezultaty

Czy złota droga otwartego odstępu, czyli otwarte czasopisma pobierające opłaty za artykuły, nie doprowadzi w końcu do sytuacji, w której otwarty dostęp okaże się droższy od starego modelu opartego na subskrypcjach? To bardzo uzasadnione pytanie – przekonuje Jean-Claude Burgelman, szef działu polityki naukowej w Komisji Europejskiej, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Badamy to zagadnienie i staramy się je lepiej zrozumieć od strony ekonomicznej, żeby móc mówić o faktach, a nie o odczuciach. Jest za wcześnie, żeby stwierdzić, że to obecnie duży problem. Nie zmienia to jednak faktu, że taki problem istnieje i że jest poważny.

 

Kto wesprze pokolenie iPadów?

Dzieci z pokolenia iPadów zawsze miały dostęp do Internetu i nie wyobrażają sobie, jak mogłoby być inaczej. Nie zdają sobie jeszcze sprawy, co to znaczy mieć dostęp do całej wiedzy na świecie – mówi Martin Hamilton, specjalista z zakresu nowych technologii w Jisc, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Te dzieci pójdą do szkoły i, miejmy nadzieję, będą kształcić się dalej. Ale ich oczekiwania będą różne od naszych, bo one wyrosły w otoczeniu natychmiastowego dostępu do informacji. Dla osób z mojego pokolenia było to niemożliwe. Nasz system kształcenia nie jest obecnie przystosowany, by wspierać pokolenie iPadów. Musimy rozpoznać jego potrzeby i zrobić wszystko, by je wesprzeć.

Additional information