Rozmowy

Rozmowy Otwartej Nauki to cykl wywiadów na temat otwartości w badaniach naukowych przeprowadzanych specjalnie dla serwisu Otwarta Nauka z czołowymi ekspertami w dziedzinie otwartego dostępu z Polski i ze świata, a także z reprezentantami krajowych środowisk naukowych.

 

Literatura naukowa jest pomostem od informacji do wiedzy

Wierzymy, że nowatorskie narzędzia i aplikacje służące do maszynowej analizy tekstu i danych (text and data mining) pozwolą nam wzbogacić udostępniane przez nas treści i zmienią sposób, w jaki czytelnicy korzystają z literatury naukowej. Z tego względu staramy się budować Europe PMC na zasadach otwartej platformy innowacyjnej, umożliwiając twórcom – na przykład osobom zajmującym się maszynową analizą tekstów albo rozwojem oprogramowania – by prezentowali efekty swoich prac - Maria Levchenko przybliża Europe PubMed Central.

 

Jakość może przybrać różne rozmiary i kształty

Najbardziej wartościowe recenzowanie polega na, poza wszystkim innym, stosowaniu czytelnych kryteriów i wskazówek, umożliwiających dobry dialog między naukowcem, recenzentem i przedstawicielami społeczności akademickiej i, ostatecznie, prowadzi do udoskonalenia wyników badań, które mają zostać opublikowane. - uważa Ioana Galleron, zajmująca się badaniem ewaluacji nauki - Każda forma otwartej inicjatywy propagującej system wspierający dialog jest dla mnie wartościowa.

 

Wyjdziemy poza podział na złoty i zielony OD

Osobiście uważam, że dyskusja przeciwstawiająca sobie złotą i zieloną drogę jest raczej ograniczająca, ponieważ operuje wyobrażeniami przyszłości jako składającej się wyłącznie ze znanych nam już od dekad formatów i ścieżek na mapie dzielenia się wynikami badań - Jennifer Edmonds, która reprezentuje DARIAH w Open Science Policy Platform, postuluje większą gotowość na nieoczekiwane rozwiązania - Naukowcy wciąż przecierają zupełnie nowe szlaki i znajdują nowe sposoby dzielenia się wiedzą i swoimi wynikami. I wcale nie wszystkie te sposoby mieszczą się w paradygmatach tradycyjnego publikowania.

 

Dyskursy akademickie zostały ukształtowane przez materialne formy upowszechniania wiedzy

Kiedy humaniści mówią do mnie: wy po prostu zmuszacie nas do zmienienia naszej praktyki z powodu zmiany technologii, irytuję się z dwóch powodów. Po pierwsze, nowa technologia pozwalająca na otwarte, nie-rywalizacyjne rozpowszechnianie, jest o wiele bardziej zgodna z tym, co robimy z publikacjami akademickimi niż formy rywalizacyjne. Po drugie, taki argument zakłada, że papier, książki, kodeks i inne formy materialne same nie są rodzajem technologii, który determinuje nasze praktyki. W ogóle nie mówi się, a przynajmniej o wiele za mało, o tym, w jaki sposób dyskurs akademicki został ukształtowany przez materialne formy rozpowszechniania wiedzy. Martin Eve, profesor literatury i założyciel Open Library of Humanities, uważa, że mówienie o podziale między humanistyką a naukami ścisłymi jest często przesadzone.

 

Archiwangelista otwartego dostępu. Ostatni wywiad?


Na pytania Otwartej Nauki zgodził się odpowiedzieć Stevan Harnad, wybitny przedstawiciel ruchu na rzecz otwartego dostępu. Jest autorem słynnej "Przewrotnej propozycji", założycielem czasopism 'Psycoloquy' oraz "Behavioral and Brain Sciences", twórcą i administratorem AmSciForum, jednym z głównych koordynatorów CogPrints Initiative (żeby wymienić tylko niektóre z jego zasług). Nie trzeba przedstawiać go nikomu, kto choćby pobieżnie zna historię ruchu otwartego dostępu.

 

Nastawiamy się na konsekwentne działania

Trzeba nastawić się na systematyczne i konsekwentne działania zmierzające do stopniowego wprowadzania otwartego dostępu. Aktualnie MNiSW prowadzi działania edukacyjne i szkoleniowe w zakresie otwartego dostępu dla jednostek naukowych i uczelni. Wkrótce udostępnimy na naszej stronie internetowej materiały i informacje dotyczące otwartego dostępu, w tym także treść przykładowej instytucjonalnej polityki - mówi dr hab. Teresa Czerwińska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w wywiadzie udzielonym serwisowi Otwarta Nauka.

 

Otwarty dostęp pozostanie połowiczną rewolucją

Świat z całą pewnością uzyska otwarty dostęp, jednak wspólnocie akademickiej prawdopodobnie nie uda się rozwiązać problemu przystępności, który pierwotnie przyciągnął  wiele osób do ruchu otwartego dostępu – twierdzi Richard Poynder, niezależny dziennikarz brytyjski specjalizujący się w tematyce komunikacji naukowej i otwartego dostępu, w rozmowie z Michałem Starczewskim. Ponieważ wydawcy wydają się dziś jedyną grupą „interesariuszy” otwartego dostępu, która jest względnie zorganizowana i przedstawia spójne stanowisko, rozdzielający fundusze zwracają się właśnie w ich stronę. Rzecznicy OD nie potrafią wziąć odpowiedzialności za swój ruch. Co więcej, nic nie wskazuje na to, by wspólnoty akademickie były gotowe zrezygnować z publikowania w prestiżowych czasopismach i porzucić osławiony Impact Factor. W rzeczywistości trzeba odejść od pytania „Jak zmusić naukowców do przyjęcia otwartego dostępu?” i zastąpić je pytaniem „Jak wykorzystać sieć do stworzenia skuteczniejszego i sprawniejszego systemu komunikacji naukowej pasującego do XXI wieku?”.

 

Społeczeństwo zyskuje, gdy otwieramy dane i pozwalamy z nich korzystać

Dzięki otwartemu udostępnianiu danych możemy prowadzić lepsze badania i bardziej zbliżyć się do prawdy, ponieważ dysponujemy większą ilością danych. Badania odbywają się szybciej – przekonuje dr Kevin Ashley, dyrektor Digital Curation Centre, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Także postęp odbywa się szybciej, bo dzięki wielkiej ilości danych spada koszt prowadzenia badań. Tak więc możemy albo szybciej przeprowadzić więcej badań za te same pieniądze, albo – jeśli środki się zmniejszą – wciąż osiągnąć te same efekty co wcześniej. Istnieją też korzyści innego typu, których wartość trudniej jest określić pod względem ekonomicznym, ale jest ona bezdyskusyjna. Jedna z nich dotyczy integralności badań. Niemal każdy przypadek oszustwa lub błędu w badaniach znany z przeszłości mógłby być wykryty o wiele wcześniej, gdyby dysponowano dostępem do danych leżących u podstaw tych badań.

 

Otwartość powinna być standardem w przypadku danych badawczych

Otwartość to dopiero pierwszy krok. Zapewnienie danym funkcjonalności, a także umożliwienie ich ponownego wykorzystania, to zadania znacznie bardziej skomplikowane – zauważa Mark Parsons, sekretarz generalny Research Data Alliance, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Big Data jest dziś modnym pojęciem. W tym kontekście często mówi się o objętości, szybkości i różnorodności. Jeśli chodzi o stronę techniczną, to poradzimy sobie z objętością i prędkością, jednak różnorodność będzie wymagała znacznie większej zmiany. Nie tylko z technicznego punktu widzenia, ale także ze względu na samych badaczy i ich sposoby zbierania i prezentowania danych.

 

Udostępnianie danych musi stać się integralną częścią procesu badawczego

W erze cyfrowej badania naukowe zasadniczo różnią się od badań w tradycyjnym sensie – twierdzi Mark Thorley, specjalista z zakresu danych badawczych w brytyjskiej Natural Environment Research Council (NERC), w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Część naukowców zaczyna rozumieć, że trzeba udostępniać dane badawcze, aby pozwolić innym powtórzyć swoje badania lub je zweryfikować albo po prostu dowieść, że dane te są jawne i prawdziwe. Rozpowszechnianie wyników badań naukowych, czy to artykułów w otwartym dostępie, czy danych w repozytoriach lub centrach danych, jest częścią procesu badawczego. To nie jakiś nadprogramowy dodatek finansowany niezależnie od samych badań, ale sprawa zasadnicza.

 

Chcemy zachęcać, a nie zmuszać do udostępniania wyników badań

W różnych dyscyplinach nauk łatwość udostępniania wyników badań jest większa bądź mniejsza. W takiej uczelni jak UW, gdzie mamy bardzo wiele dyscyplin naukowych, będzie się to zmieniało w zależności od wydziału czy instytutu – mówi profesor Marcin Pałys, rektor Uniwersytetu Warszawskiego, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Myślimy nad tym, żeby przede wszystkim uruchomić taki system, który by zachęcał ludzi do udostępniania swoich wyników pracy. A więc niekoniecznie zmuszać ich do tego instytucjonalnie, ale stwarzać zachęty i dawać dobre przykłady. W wielu miejscach coś się dzieje, chociaż nie są to działania bardzo silnie ze sobą skoordynowane. To raczej inicjatywy oddolne, których rozwój warto wspierać. Moim zdaniem one mają szansę znacznie szybciej rozwinąć otwarty dostęp niż działania instytucjonalne.

 

Dzielenie się danymi to tylko kolejna składowa komunikacji naukowej

Przechowywane przez nas dane to tylko ułamek wszystkich danych wytwarzanych w Wielkim Zderzaczu Hadronów – wyjaśnia dr Tim Smith, szef działu współpracy i informacji w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Poruszające się w przeciwnych kierunkach cząsteczki zderzają się ze sobą 14 milionów razy na sekundę. Z kolei każdy detektor składa się z około 150 milionów czujników. Jeśli więc pomnożymy przez siebie te dwie wielkości, to otrzymujemy petabajty danych na sekundę wytwarzanych przez detektory. Nie ma możliwości, by przechować ani zanalizować taką ilość danych. W związku z tym proces przetwarzania danych zaczyna się już w samych detektorach. Stworzyliśmy odpowiednio zaprogramowany filtr umożliwiający ograniczenie ilości danych z petabajtów na sekundę do terabajtów na sekundę. Dane te są następnie przekazywane do połączonych sekwencyjnie komputerów, na których tysiące procesorów przetwarzają je w czasie rzeczywistym, odsiewając najbardziej interesujące przypadki i redukując w ten sposób strumień danych z terabajtów do gigabajtów na sekundę.

 

Musimy empirycznie dowieść, że nasza polityka przynosi rezultaty

Czy złota droga otwartego odstępu, czyli otwarte czasopisma pobierające opłaty za artykuły, nie doprowadzi w końcu do sytuacji, w której otwarty dostęp okaże się droższy od starego modelu opartego na subskrypcjach? To bardzo uzasadnione pytanie – przekonuje Jean-Claude Burgelman, szef działu polityki naukowej w Komisji Europejskiej, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Badamy to zagadnienie i staramy się je lepiej zrozumieć od strony ekonomicznej, żeby móc mówić o faktach, a nie o odczuciach. Jest za wcześnie, żeby stwierdzić, że to obecnie duży problem. Nie zmienia to jednak faktu, że taki problem istnieje i że jest poważny.

 

Kto wesprze pokolenie iPadów?

Dzieci z pokolenia iPadów zawsze miały dostęp do Internetu i nie wyobrażają sobie, jak mogłoby być inaczej. Nie zdają sobie jeszcze sprawy, co to znaczy mieć dostęp do całej wiedzy na świecie – mówi Martin Hamilton, specjalista z zakresu nowych technologii w Jisc, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Te dzieci pójdą do szkoły i, miejmy nadzieję, będą kształcić się dalej. Ale ich oczekiwania będą różne od naszych, bo one wyrosły w otoczeniu natychmiastowego dostępu do informacji. Dla osób z mojego pokolenia było to niemożliwe. Nasz system kształcenia nie jest obecnie przystosowany, by wspierać pokolenie iPadów. Musimy rozpoznać jego potrzeby i zrobić wszystko, by je wesprzeć.


 

Widoczność, czyli wymierne korzyści z otwartego dostępu

Nie możemy nikogo zmusić do udostępnienia treści w otwartym dostępie, natomiast ten model sprawdza się i jest coraz szerzej wspierany. Redakcje we własnym gronie dochodzą do wniosku, że to dobry pomysł i należy podążać w tym kierunku – twierdzi Adam Wiciński, odpowiedzialny za informatyzację czasopism w Polskiej Akademii Nauk, w rozmowie z Michałem Starczewskim i Maciejem Stryblem z Platformy Otwartej Nauki. Korzyści z dostępności na całym świecie są wymierne. Przede wszystkim widoczność. Zyskujemy świadomość, że taka instytucja jak PAN zaistniała w umysłach naukowców. Przekłada się to jak najbardziej na dostęp do wiedzy, współpracę z innymi instytucjami naukowymi, prowadzenie wspólnych badań, uzyskiwanie grantów, dotacji z MNiSW.

 

Musimy być aktywni w skali globalnej

Świat zbliża się do siebie coraz bardziej i musimy współpracować z różnymi placówkami, różnymi instytutami i uniwersytetami – mówi prof. Karl-Heinz Hoffmann, prezes Bawarskiej Akademii Nauk, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Nie możemy się teraz zatrzymać w miejscu. Czujemy się ważnym graczem w rozwijającej się światowej nauce. Dążymy do nowej jakości komunikacji naukowej i współpracy pomiędzy różnymi placówkami i naukowcami. Chcemy oferować atrakcyjne warunki naukowcom światowej klasy, by przyjeżdżali do Monachium i pracowali w instytutach na naszym uniwersytecie.

 

NCN optuje za zieloną drogą otwartego dostępu

Osobiście jestem bardzo dużym zwolennikiem otwartego dostępu  przekonuje prof. Zbigniew Błocki, dyrektor Narodowego Centrum Nauki, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. W matematyce publikowanie artykułów czy książek w wydawnictwach tak naprawdę ma w tej chwili wyłącznie znaczenie jako pewien stempel jakości. Nie służy już dystrybucji badań, bo ludzie zainteresowani mogą łatwo do nich dotrzeć. Problem wiąże się głównie ze stykiem środków publicznych z prywatnymi wydawnictwami i dość monopolistycznymi praktykami tych wydawnictw. Wydaje się, że w dzisiejszych czasach, kiedy zarówno autorzy, edytorzy, jak i recenzenci przynajmniej w matematyce albo w ogóle nie są wynagradzani, albo w bardzo małym stopniu (w dodatku w matematyce praktycznie cały skład jest robiony przez autora), ceny, które wydawnictwa ustalają na swoje produkty, wydają się mało związane z rzeczywistymi kosztami.

 

Digitalizacja jest dla nas narzędziem opatrznościowym

Większość twórców tworzy po to, by udostępnić swoje myśli, a nie w celu zabezpieczenia bytu swoim potomkom. Zwłaszcza że większość publikacji takich dochodów nie przynosi  stwierdza dr Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Nie jest wykluczone, że gdyby autorzy wiedzieli, że ich dzieła będą tak długo chronione prawem autorskim, może wcześniej podpisywaliby umowy o ich uwalnianiu. Chcielibyśmy również, by naukowcy nie pod przymusem ustawy o otwartym dostępie, tylko z oczywistego odruchu udostępniania tego, co badają, przekazywali swoje prace do publicznych repozytoriów. 

 

Otwarty dostęp to naturalny efekt rozwoju komunikacji

Cytowalność mogłaby lepiej służyć postępowi nauki. Powinna być wartościowana, a pochwała mieć inne znaczenie niż krytyka. To oczywiście trudne, ale nie niemożliwe do zrobienia przekonuje prof. Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. W przyszłości będziemy przywiązywać dużą wagę do cytowań pozytywnych, a w ogóle nie będziemy brali pod uwagę cytowania negatywnego albo wręcz będziemy obniżać za nie ocenę artykułu. Dzisiaj przez samą szeroką cytowalność trudno nabrać przesadnego zaufania do danego artykułu.

 

Ideę otwartości powinniśmy szerzyć na każdym poziomie

Jeżeli otwartość jest dla nas priorytetem, to powinniśmy także przewidzieć określone środki finansowe na realizację tych zadań. Powinniśmy pomyśleć o sfinansowaniu paneuropejskich repozytoriów i czasopism z otwartym dostępem, tak żeby zminimalizować koszty dodatkowe – zauważa prof. Wiesław Banyś, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. I dodaje: Za moment będą realizowane granty Horyzontu 2020 i termin otwartego udostępnienia wyników badań będzie nad nami wisiał. Jesteśmy w dużym niedoczasie. Nie tylko Polska, ale także pozostałe kraje UE. Sądzę, że przy najbardziej sprzyjających warunkach, w tym finansowych, przed nami jest rok, półtora, a może dwa lata bardzo intensywnej pracy.

 

Najważniejsze, by nasze zasoby były widoczne na całym świecie

Rozgraniczenie między biblioteką cyfrową a repozytorium wynika z ich definicji. Polska praktyka udostępniania zasobów naukowych w bibliotekach cyfrowych najczęściej wynikała z tego, że nie było projektów repozytoriów i biblioteki cyfrowe wydawały się najlepszym miejscem, gdzie takie zasoby mogą być udostępniane  tłumaczy w rozmowie z Maciejem Chojnowskim dr Anna Wałek, dyrektor Centrum Wiedzy i Informacji Naukowo-Technicznej na Politechnice Wrocławskiej. Natomiast zasadnicza różnica pomiędzy biblioteką cyfrową a repozytorium polega na tym, przynajmniej w przypadku repozytorium instytucjonalnego, że w bibliotece cyfrowej udostępniamy zdigitalizowane wersje zbiorów bibliotecznych, a więc niekoniecznie powstałych na Politechnice Wrocławskiej, natomiast Repozytorium Wiedzy ma być kompletną informacją na temat dorobku naukowego naszej uczelni.

 

W sposób naturalny dochodzimy do otwartego dostępu

Chodzi o to, by osiągnięcia naukowe były widoczne szerzej, by się nimi chwalić i zainteresować nimi np. podmioty gospodarcze, tak by chciały one wykorzystywać w praktyce wyniki naszych badań – wyjaśnia prof. Tadeusz Więckowski, rektor Politechniki Wrocławskiej, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Dlatego też idea otwartego dostępu ma dla nas szersze znaczenie – chodzi nie tylko o uwidacznianie publikacji, ale również o uwidacznianie powstających tutaj osiągnięć naukowych w celu ich skutecznej komercjalizacji. Najważniejszym wyzwaniem jest, by to, co powstaje w murach takiej uczelni, jak Politechnika Wrocławska, znalazło swój efekt finalny w przemyśle, w gospodarce.


Nauka to przedsięwzięcie oparte na współpracy

Jeśli chodzi o przełomowe odkrycia naukowe, to otwarte dane są dużo ważniejsze od otwartego dostępu ze względu na możliwość ich ponownej analizy, powtórzenia badań, a także agregowania ich na bieżąco z różnych projektów. Wszystko to pozostawało dotychczas poza naszym zasięgiem. Czym innym jest powiedzieć, że uwalniamy dany artykuł, choć wcześniej był on dostępny w bibliotece, a czym innym, że po raz pierwszy uzyskaliśmy dostęp do konkretnych danych – przekonuje John Willinsky, twórca Public Knowledge Project, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Pod względem naukowej opłacalności otwarte dane będą miały zatem znacznie silniejsze oddziaływanie niż otwarty dostęp.

 

Otwarty dostęp nie jest niczym nowym

Niegdyś po opublikowaniu w czasopiśmie artykułu naukowego jego autor dostawał plik nadbitek i następnie wysyłał je do tych badaczy, których uważał za potencjalnie zainteresowanych jego publikacją. Tak więc zakładano, że natychmiastowy darmowy dostęp do treści należy się nie tylko stałym prenumeratorom, ale również innym osobom, którym wysyłało się nadbitki. Otwarty dostęp korzysta z nowych technologii dokładnie w tym samym celu. Nowa jest jedynie niechęć po stronie części wydawców, by takie coś miało miejsce – twierdzi w rozmowie z Maciejem Chojnowskim prof. Nicholas Canny z European Research Council. To po prostu kwestia wykorzystywania nowoczesnej technologii, by udostępniać wiedzę szerzej niż parę dekad temu. Myślę, że każdy powinien powitać to z radością.

 

Wszystko dąży w kierunku otwartej nauki

Prace wydawane na papierze leżą na półkach kilku bibliotek, mało kto do nich zagląda, pieniądze wsiąkają w system, a my nie mamy z tego korzyści w sensie promocji nauki polskiej. Aby wzmocnić jej pozycję, musimy zrobić ten krok do przodu – mówi o otwartym dostępie prof. Włodzisław Duch, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższego roku wiele się zmieni.

 

Czas potraktować to poważnie

Embarga uznawano za główne ograniczenie blokujące zieloną drogę, ale tak nie jest. Z dwóch powodów. Jeden polega na tym, że inteligentni, normalni badacze ignorują wydawców i po prostu umieszczają w sieci końcowe wersje swoich artykułów. Nie błagają wydawców o zgodę, po prostu umieszczają swoje artykuły w repozytoriach i nic się nie dzieje. Żadnych konsekwencji. Wydawcy nie próbują pozywać swoich autorów. Tak więc ci inteligentni, normalni po prostu deponują swoje artykuły i ignorują embarga, jednak lękliwi, mniej inteligentni badacze także nie są bez wyjścia. Oprogramowanie repozytoryjne, o którym mówiłem, dysponuje opcją umożliwiającą tzw. dostęp na życzenie. Nie jest to otwarty dostęp sensu stricto, jednak w przypadku 60% czasopism nie występuje embargo. Korzystając z zielonej drogi, możemy zatem mieć natychmiastowy otwarty dostęp do 60% artykułów. Co do pozostałych 40% – mniej inteligentni, bardziej bojaźliwi autorzy mogą korzystać ze wspomnianego przycisku twierdzi Stevan Harnad z Université du Québec à Montréal w rozmowie z Maciejem Chojnowskim.

 

Badania służą ostatecznie temu, by z nich korzystano

W tej chwili nie mamy dobrego międzynarodowego porozumienia dotyczącego finansowania infrastruktury. Brakuje tego także na poziomie poszczególnych państw. Dzieje się tak z dwóch powodów: po pierwsze, taka infrastruktura jest zwykle finansowana za pośrednictwem grantów, co jest dalekie od ideału, bo zamiast myśleć o zagwarantowaniu trwałości w dłuższej perspektywie, myślimy od projektu do projektu. Inny problem polega na tym, że gdy coś przetrwa określony czas, bardzo ciężko jest to zamknąć. A w przypadku tych kwestii powinniśmy myśleć w kategoriach okresu ważności, cyklu – twierdzi Cameron Neylon z PLOS (Public Library of Science) w rozmowie z Maciejem Chojnowskim.

 

To już nie luksus – to absolutna konieczność

Otwarty dostęp jest bardzo istotnym instrumentem realizowania najlepszych standardów w nauce i niezwykle ważnym wyzwaniem cywilizacyjnym, na które państwo powinno odpowiedzieć jednoznacznym sygnałem: wszędzie tam, gdzie wprowadzicie otwarty dostęp, który nie narusza niczyich praw, państwo będzie go wspierać, czyli finansować – przekonuje Włodzimierz Bolecki, wiceprezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim.

 

Jesteśmy u progu intensywnych zmian

Wybór odpowiedniego oprogramowania i serwera jest bardzo istotnym czynnikiem, jednak to dopiero początek drogi. Repozytorium trzeba ożywić i jest to zadanie najtrudniejsze, ale też przynoszące najwięcej satysfakcji redaktorom archiwum. Z Małgorzatą Rychlik, współtwórczynią repozytorium AMUR (Adam Mickiewicz University Repository), rozmawia Maciej Chojnowski.

 

Żeby był ruch w nauce

Przydałoby się, by niezależnie od rozwoju oddolnych inicjatyw i powstawania nowych narzędzi, idea otwartości stała się częścią misji uniwersytetów, przekonuje Bożena Bednarek-Michalska, zastępca dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej w Toruniu ds. Informacji i Innowacji, aktywistka na rzecz otwartej nauki, w rozmowie z Michałem Starczewskim.

 

Additional information