Czy grantobiorcy NCN będą publikować w otwartym dostępie?

Otrzymałeś dofinansowanie w którymś z konkursów Narodowego Centrum Nauki i zastanawiasz się, czy będziesz zobowiązany udostępnić wyniki swoich badań w otwartym dostępie? Obawiasz się, że koszty publikacji w otwartym czasopiśmie mogłyby okazać się zbyt wysokie? A może zamiast czasopisma będziesz mógł wybrać bezpłatną publikację w otwartym repozytorium? Obejrzyj wywiad z dyrektorem NCN prof. Zbigniewem Błockim i dowiedz się więcej na temat planów tej instytucji co do wprowadzenia obowiązku publikowania w Open Access przez jej grantobiorców.
Osobiście jestem bardzo dużym zwolennikiem otwartego dostępu – przekonuje prof. Zbigniew Błocki, dyrektor Narodowego Centrum Nauki.

W matematyce publikowanie artykułów czy książek w wydawnictwach tak naprawdę ma w tej chwili wyłącznie znaczenie jako pewien stempel jakości.

Nie służy już dystrybucji badań, bo ludzie zainteresowani mogą łatwo do nich dotrzeć. Problem wiąże się głównie ze stykiem środków publicznych z prywatnymi wydawnictwami i dość monopolistycznymi praktykami tych wydawnictw. Wydaje się, że w dzisiejszych czasach, kiedy zarówno autorzy, edytorzy, jak i recenzenci – przynajmniej w matematyce – albo w ogóle nie są wynagradzani, albo w bardzo małym stopniu (w dodatku w matematyce praktycznie cały skład jest robiony przez autora), ceny, które wydawnictwa ustalają na swoje produkty, wydają się mało związane z rzeczywistymi kosztami.

Zapraszamy do obejrzenia pozostałych wywiadów z cyklu Rozmowy Otwartej Nauki.

Google Scholar radzi, jak skutecznie poprawić widoczność repozytorium

Na zaproszenie Platformy Otwartej Nauki Darcy Dapra – przedstawicielka Google Scholar – przeprowadziła webinarium Indexing Repositories: Pitfalls and Best Practices poświęcone optymalizacji widoczności rekordów repozytoryjnych w tej najpopularniejszej wyszukiwarce naukowej.

Wystąpienie spotkało się ze sporym zainteresowaniem środowiska pracowników informacji naukowej. W związku z tym przygotowaliśmy zwięzły przewodnik, w którym Czytelnik znajdzie zarówno zalecane dobre praktyki, jak i przestrogi przed działaniami, których zdecydowanie powinien się wystrzegać. Opracowanie wraz dodatkowymi materiałami jest dostępne w sekcji Rozwiązania.

Warto pamiętać, że gwarancją dobrego indeksowania w GS są przede wszystkim poprawne metadane.

OpenAIRE i długie trwanie otwartego dostępu

OpenAIRE od kilku lat wspiera unijny program Horyzont2020 w zakresie Open Access i dostarcza rozwiązań infrastrukturalnych ukierunkowanych na efektywną dystrybucję wyników badań. Jest także otwarty dla całości produkcji naukowej powstającej w Europejskiej Przestrzeni Badawczej. O dotychczasowych osiągnięciach projektu oraz planach na przyszłość, w tym także po zakończeniu programu Horyzont2020, opowiedziała Otwartej Nauce Natalia Manola – project manager w OpenAIRE.

Zamówiliśmy (...) analizę, której celem była ocena możliwości ekonomicznych projektu OpenAIRE – mówi Manola o przyszłych perspektywach. – Rezultaty okazały się obiecujące, jako że kluczowa grupa interesariuszy – pracownicy instytucji zarządzających nauką, koordynatorzy projektów i dostawcy treści – wydaje się doceniać wartość infrastruktury OpenAIRE (jej interoperacyjność techniczną i stojącą za nią sieć ludzką) oraz dostarczanych usług. Dane te połączyliśmy z informacjami na temat wysokości i alokacji środków wydawanych na badania w poszczególnych krajach członkowskich i z pomocą dalszych symulacji opracowaliśmy alternatywne modele subskrypcji/kontrybucji dla państw członkowskich. Wyniki są obecnie dyskutowane (...). I dodaje: – Zdajemy sobie sprawę, że otwarty dostęp odniesie pełny sukces tylko wtedy, gdy stanie się inicjatywą globalną. Właśnie z tego powodu OpenAIRE nawiązał bliską współpracę z COAR, by razem pracować nad stworzeniem międzynarodowej sieci repozytoryjnej.

Zapraszamy do lektury całości materiału w sekcji Nauka–Otwartość–Świat.

Laboratoria naukowe w erze otwartej aparatury

Open Labware, czyli otwarta aparatura laboratoryjna, to najnowsze zjawisko w obszarze otwartej nauki. Nie chodzi tu wszakże o grzecznościowe udostępnianie wyposażenia przez zamożne instytucje badawcze jednostkom cierpiącym na deficyty budżetowe. Przeciwnie: rzecz w tym, by każdy, kto tego potrzebuje, mógł samodzielnie  z wykorzystaniem relatywnie niewielkich nakładów finansowych zbudować wyposażenie własnej pracowni badawczej. Rozwiązanie w tym zakresie przynosi między innymi technologia druku przestrzennego.

Autor: Subhashish Panigrahi (Praca własna) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], Wikimedia Commons; https://commons.wikimedia.org/wiki/File%3APrinting_with_a_3D_printer_at_Makers_Party_Bangalore_2013_11.JPG

Dynamiczny rozwój narzędzi 3-D sprawił, że na rynku oprócz drukarek profesjonalnych dość szybko pojawiły się również modele konsumenckie, których cena wynosi zaledwie kilkaset dolarów. Dostępność tego rodzaju maszyn (a także innych rozwiązań, jak np. laserowe wycinarki czy niezależne układy scalone nazywane mikrokontrolerami) w połączeniu z nowym trendem, polegającym na otwartym udostępnianiu schematów konstrukcyjnych różnych urządzeń, pozwala tworzyć na własną rękę, a przy tym łatwo i szybko, tańsze odpowiedniki narzędzi dostępnych do tej pory tylko u wyspecjalizowanych producentów. Umożliwia również  dzięki wykorzystaniu gotowych podzespołów  łatwiejsze budowanie nowych prototypów.

Otwarta nauka mogła pomóc przewidzieć epidemię eboli

„The New York Times” opublikował artykuł przekonujący, że wbrew powszechnie dziś głoszonym opiniom wirus ebola występował w Afryce Zachodniej na długo przed wybuchem epidemii w roku 2013, czego potwierdzenie można znaleźć w badaniach sprzed ponad 30 lat.

Pierwsza przestroga przed tym, że Liberia znajduje się w rejonie zaliczanym do strefy endemicznej dowodzą autorzy tekstu w „NYT”, specjaliści w zakresie wirusologii i przeciwdziałania zachorowaniom na wirusa ebola  ukazała się już w 1982 roku w artykule naukowym napisanym przez grupę naukowców z Niemiec. Kolejne materiały, rozszerzające obszar zagrożenia na Sierra Leone i Gwineę, były z kolei kilkukrotnie publikowane w następnych latach. Dlaczego zatem wyniki tych badań nie wpłynęły na działania mogące powstrzymać wybuch epidemii?

Autorzy artykułu udzielają w tej kwestii kilku odpowiedzi. Każda z nich związana jest jednak z którymś z postulatów otwartej nauki, które w tym przypadku nie zostały, niestety, zrealizowane. Przede wszystkim: brak otwartego dostępu do artykułów naukowych. Dostęp do jednego ze wspomnianych artykułów nawet po upływie kilku dekad wynosił 45 USD, co stanowi barierę nie do przejścia dla większości afrykańskich lekarzy. Kolejny problem polega na tym, że badania zostały przeprowadzone przez Europejczyków, którzy jednak zabrali próbki na Stary Kontynent, a wyniki badań zostawili właściwie dla siebie, zamykając tym samym dostęp do uzyskanych danych i zarazem skutecznie ograniczając dostęp do napisanych w oparciu o nie artykułów.

Autorzy są oczywiście świadomi, że braki kadrowe i złe wyposażenie liberyjskich szpitali przyczyniły się do rozprzestrzenienia choroby. Zauważają jednak, że gdyby wyniki badań wirusologów przełożyły się na długoterminowe szkolenie liberyjskich badaczy, ostateczne żniwo śmiercionośnego wirusa byłoby zapewne mniejsze od faktycznie zaistniałego.

Additional information