Otwieranie danych badawczych - integralny element otwartej nauki

Bez dostępu do danych, które były podstawą badania, nie jest możliwa wiarygodna weryfikacja jego rezultatów. Co za tym idzie, badania pozbawione odpowiednio opisanych danych przedstawiają mniejszą wartość dla reszty społeczności naukowej, niż badania udostępnione wraz z danymi, które były w nich wykorzystane lub zebrane - Wojciech Murdzek, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Wojciech Murdzek (fot. MNiSW)

 

Zespół Platformy Otwartej Nauki: Często można spotkać się z poglądem, że otwartość jest jedną z najważniejszych kwestii dla dalszego rozwoju nauki. W Zaleceniu Komisji Europejskiej z dnia 25 kwietnia 2018 r. w sprawie dostępu do informacji naukowej oraz jej ochrony otwarta nauka jest określona jako „nowe podejście do procesu naukowego, oparte na współpracy i nowych sposobach rozpowszechniania wiedzy, zwiększania dostępu i możliwości ponownego wykorzystywania wyników badań poprzez wykorzystanie technologii cyfrowych i nowych narzędzi współpracy”, a państwa członkowskie są wzywane do wspierania tak szeroko rozumianej otwartej nauki. W przyjętych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego „Kierunkach rozwoju otwartego dostępu do publikacji i wyników badań naukowych w Polsce” wskazane są korzyści płynące z otwartości nie tylko dla środowiska naukowego, lecz także dla przedsiębiorców i całego społeczeństwa. W nowej ustawie o szkolnictwie wyższym i nauce otwarta nauka nie została jednak uwzględniona. Czy Pana zdaniem pełna realizacja potencjału otwartej nauki będzie wymagała przyjęcia odpowiednich rozwiązań na poziomie ustawowym? 

Wojciech Murdzek: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego na bieżąco monitoruje potrzeby podmiotów tworzących system nauki i szkolnictwa wyższego w zakresie regulacji otwartego dostępu. „Kierunki rozwoju...” przez długi czas dobrze spełniały swoją rolę, jako dokument przybliżający odbiorcom pojęcie Otwartego Dostępu, oraz nakreślający działania strategiczne i precyzujący zalecenia dla jednostek naukowych. Na podstawie spotkań i rozmów z przedstawicielami środowiska naukowego ustaliliśmy, że dokument ten wymaga już pewnej aktualizacji. Polskie uczelnie i instytuty naukowe w znacznym stopniu są już zaznajomione z tematem otwartego dostępu i w wielu przypadkach posiadają własne polityki otwartego dostępu lub repozytoria cyfrowe. Dlatego rozpoczęliśmy przygotowania do opracowania nowego dokumentu w tym obszarze. Muszę jednak podkreślić, że jego ostateczna forma w znacznej mierze będzie zależeć od wyników opracowywanego w MNiSW badania ankietowego. Jego celem będzie zidentyfikowanie bieżących działań w zakresie Otwartego Dostępu prowadzonych przez uczelnie i instytuty naukowe oraz identyfikacja problemów i braków, które utrudniają tym podmiotom przechodzenie na model otwartego dostępu. Przeprowadzenie badania planowane jest na wrzesień tego roku. 

Niezależnie od wyników ankiety MNISW wprowadza rozwiązania służące udostępnianiu wyników badań naukowych. Na mocy ustawy z 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce podmiot doktoryzujący, nie później niż 30 dni przed wyznaczonym dniem obrony rozprawy doktorskiej, ma obowiązek udostępniania w Biuletynie Informacji Publicznej na swojej stronie podmiotowej rozprawy doktorskiej będącej pracą pisemną (m.in. monografią naukową albo zbiorem opublikowanych i powiązanych tematycznie artykułów naukowych). W programie Wsparcie Czasopism Naukowych wymagane jest, aby projekty finansowane z tego źródła uwzględniały otwarty dostęp do publikacji: publikacje te powinny zostać udostępnione nie później niż 6 miesięcy od daty publikacji.

Ponadto dokument pt.: „Kierunki rozwoju…” – obok założeń Planu S – stał się źródłem polityki otwartego dostępu do publikacji naukowych Narodowego Centrum Nauki, która określa zasady publikowania w otwartym dostępie wyników badań finansowanych lub współfinansowanych ze środków publicznych. Polityka ta wymaga, aby wyniki takich badań były dostępne natychmiastowo w otwartym dostępie. 

Realizacja otwartego dostępu do publikacji i danych badawczych wymaga odpowiedniej infrastruktury - takiej jak repozytoria publikacji i danych, platformy czasopism czy agregatory - która umożliwia włączenie polskich zasobów nauki w obieg międzynarodowy i ich optymalne wykorzystanie. Infrastruktura ta powstaje w Polsce głównie w modelu rozproszonym, co prowadzi do wielokrotnego ponoszenia przez różne instytucje finansowanych ze środków publicznych kosztów związanych z jej wytworzeniem i utrzymaniem, a często także trudności w zapewnieniu odpowiednich standardów. Czy MNiSW rozważa udostępnienie centralnych rozwiązań w tym zakresie lub systematyczne wsparcie dla rozwoju już istniejących systemów oraz usług służących całemu polskiemu środowisku naukowemu? 

Rozwiązaniem dostępnym dla instytucji, które nie mają własnych repozytoriów jest Repozytorium Centrum Otwartej Nauki (CeON) funkcjonujące przy ICM UW. Jest to repozytorium otwarte dla całego polskiego środowiska naukowego. Repozytorium jest zgodne z opracowanym przez Open Archive Initiative (OAI) protokołem pobierania metadanych, dzięki czemu dokumenty w nim udostępnione są łatwe do odnalezienia poprzez serwisy gromadzące informacje o zasobach naukowych w formie cyfrowej. Obecnie w MNiSW analizujemy potencjalne modele wsparcia dla rozwoju infrastruktury przechowywania i udostępniania danych.

W wywiadzie udzielonym w kwietniu tego roku naszemu serwisowi prof. Zbigniew Błocki, dyrektor Narodowego Centrum Nauki, powiedział w odniesieniu do komercyjnych wydawców naukowych: „z punktu widzenia wydawania publicznych pieniędzy funkcjonowanie biznesu wydawnictw naukowych wydaje mi się absolutnie nie do zaakceptowania. Mamy komercyjne wydawnictwa, które często osiągają bardzo wysokie zyski, te najbardziej znane i największe nawet w granicach 40 procent, to niespotykane w normalnej działalności gospodarczej. Cały produkt dostają za darmo, najczęściej nie płacą autorom, edytorom, recenzentom, a jeżeli już to się zdarza, to na pewno nie odzwierciedla wykonanej pracy. A jednocześnie ceny tych wydawnictw, często przecież kupowanych z pieniędzy publicznych, są ogromne. Moim zdaniem ten model biznesowy jest niemożliwy do utrzymania. W skali całego świata cały ten koszt wydawnictw wynosi około 10 miliardów dolarów rocznie. To są pieniądze z punktu widzenia publicznych środków na naukę właściwie zmarnowane. W dzisiejszych czasach kwestia dystrybucji wyników naukowych wygląda zupełnie inaczej niż kilkadziesiąt lat temu. Uważam, że płacimy – my podatnicy – za produkt, który nie jest wart takich pieniędzy”. Czy zgadza się Pan z tą opinią? Jaka będzie w najbliższych latach polityka MNiSW w zakresie relacji z komercyjnymi wydawcami czasopism i książek naukowych?

Priorytetem Ministerstwa jest zapewnienie podmiotom krajowego sektora nauki i szkolnictwa wyższego dostępu do wyników badań naukowych, dzięki któremu mogą brać udział w międzynarodowym obiegu wiedzy. Dlatego od 2010 roku Ministerstwo finansuje Wirtualną Bibliotekę Nauki (WBN). Polega to na zakupie i udostępnianiu podmiotom tworzącym system szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce światowych zasobów wiedzy w postaci elektronicznych czasopism naukowych, książek naukowych i baz danych bibliograficznych w ramach tzw. big deals, umów zawieranych z największymi na świecie wydawcami naukowymi. Aktualnie dostęp do WBN posiadają 524 podmioty. Zakup licencji na poziomie krajowym, zamiast indywidualnie przez podmioty, ma na celu m.in. obniżenie kosztu dostępu do powyższych zasobów. W wybranych licencjach jest możliwość publikowania otwartego, dzięki czemu autorzy afiliowani przy polskich podmiotach mają możliwość publikowania wyników swoich badań w ważnych dla nauki czasopismach bez ponoszenia kosztów związanych z publikowaniem artykułów (article processing charges). 

W ramach WBN zadania realizowane są przed wszystkim przez Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego (ICM), jak również Instytut Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk (IChB PAN), Bibliotekę Uniwersytetu Warszawskiego (BUW) oraz Uniwersytet Mikołaja Kopernika (UMK). Finansowane są dwa rodzaje licencji: krajowe, finansowane w pełni przez MNISW dla podmiotów tworzących system szkolnictwa wyższego i nauki, oraz konsorcyjne – dofinansowane w części przez MNiSW, tylko dla podmiotów wchodzących w skład konsorcjów, których członkowie pokrywają pozostałe koszty. 

Obecny kształt WBN jest wynikiem wieloletnich negocjacji z wydawcami, wypracowanych schematów oraz porównywania kosztów dostępu do różnych zasobów – w różnych konfiguracjach. Oczywiście warunki licencji, jak również potrzeby środowiska naukowego, ewoluują w czasie, natomiast są one monitorowane na bieżąco i w odpowiedzi na ewentualne zmiany podejmowane są działania mające na celu maksymalizację korzyści dla systemu nauki i szkolnictwa wyższego.

MNiSW dostrzega, że finansowanie działalności największych światowych wydawców w ramach tzw. big deals, następuje przy rosnących z roku na rok kosztach dostępu na średnim poziomie 3% rocznie. Problemem jest również podwójne finansowanie (subskrypcja oraz opłaty publikacyjne) dostępu do publikacji. ICM, realizując zadania związane z WBN, uczestniczy w pracach grupy ds. big deals działającej przy Europejskim Stowarzyszeniu Uniwersytetów (EUA). Grupa działa na rzecz wzmocnienia ruchu OD i poprawy przejrzystości kosztów i warunków „wielkich umów” z wydawcami naukowymi.

W dyskusjach dotyczących otwartej nauki coraz częściej podejmowany jest temat otwartych danych badawczych, które odgrywają istotną rolę w komunikacji naukowej i ocenie rzetelności prowadzonych badań. Wiele instytucji finansujących badania naukowe, w tym Narodowe Centrum Nauki oraz Komisja Europejska, wymaga od grantobiorców odpowiedniego zarządzania danymi i w miarę możliwości udostępniania ich do ponownego wykorzystania dla innych, także w celach komercyjnych. Jakie stanowisko w tej sprawie planuje zająć MNiSW?

Jestem zdania, że otwieranie danych badawczych jest integralnym elementem przechodzenia nauki na model otwartego dostępu. Bez dostępu do danych, które były podstawą badania, nie jest możliwa wiarygodna weryfikacja jego rezultatów. Co za tym idzie, badania pozbawione odpowiednio opisanych danych przedstawiają mniejszą wartość dla reszty społeczności naukowej, niż badania udostępnione wraz z danymi, które były w nich wykorzystane lub zebrane. Zdaję sobie sprawę, że odpowiednie zarządzanie danymi może być zadaniem uciążliwym, które wydaje się odciągać personel naukowy od właściwej pracy, jednak uważam, że w obecnej rzeczywistości konieczna jest zmiana przekonań w tym zakresie. Dlatego wymóg odpowiedniego ustrukturyzowania danych i, co ważne, opatrzenia ich metadanymi jest moim zdaniem całkowicie uzasadniony.

Kryzys wywołany przez pandemię COVID-19 pokazał, jak istotny jest otwarty dostęp do wyników badań, zarówno w obszarze prowadzenia badań naukowych i dydaktyki akademickiej, jak i w kwestii szeroko rozumianego zaufania społeczeństwa do nauki. Jak ocenia Pan wpływ obecnej sytuacji na naukę? Jakie działania w obszarze nauki obywatelskiej bądź rozwijania otwartych zasobów edukacyjnych podejmuje lub planuje podjąć MNiSW?

Pandemia COVID-19 to zjawisko bezprecedensowe na skalę światową. Sytuacja wyjątkowa w niektórych przypadkach okazuje się bodźcem do rozpoczęcia lub intensyfikacji działań, które należy ocenić bardzo pozytywnie. Przykładem mogą być wspólne wysiłki na rzecz badań nad wirusem SARS-CoV-2, w których bardzo duży nacisk położono na otwartą wymianę danych. Od kwietnia tego roku funkcjonuje COVID-19 Data Portal – europejska baza danych badawczych, która gromadzi i udostępnia dane na temat wirusa i epidemii zbierane z baz prowadzonych przez poszczególne państwa członkowskie. W projekcie tym uczestniczy również Polska – Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego powierzył Poznańskiemu Centrum Superkomputerowo-Sieciowemu rolę krajowego węzła w zakresie danych dot. koronawirusa SARS-CoV-2.

W aktualnej sytuacji, w której ograniczone jest funkcjonowanie uczelni i dominuje zdalny model pracy i kształcenia, należy również podkreślić rolę, jaką odgrywa WBN. Dzięki niej mamy zapewniony całodobowy zdalny dostęp do pełnotekstowych baz największych światowych wydawców naukowych. Należy dodać, że mają go nie tylko naukowcy, ale również studenci i doktoranci – za pośrednictwem systemów informatycznych uczelni i szkół doktorskich. W związku z epidemią, większość wydawców czasowo rozszerzyła możliwość zdalnego dostępu spoza sieci akademickich do zasobów na serwerach wydawców, za pomocą kont indywidualnych. Mając na uwadze możliwą drugą falę epidemii na jesieni, zapewnienie dostępu do WBN ma kluczowe znaczenie dla minimalizacji zakłóceń w prowadzeniu działalności naukowej i dydaktycznej.

Wśród innych interesujących aspektów obecnego kryzysu, można wymienić zwiększoną rolę kształcenia zdalnego. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego jest właścicielem platformy Navoica. Jest to ogólnopolska platforma edukacyjna, oferująca bezpłatne kursy MOOC (Massive Open Online Courses). Platforma ta stale rozwija się pod względem technologicznym i sukcesywnie są do niej dodawane nowe kursy. Również poszczególne uczelnie zaczęły umożliwiać studentom udział w zajęciach zdalnie, np. w formie e-learningowej. Spodziewam się, że w miarę „dojrzewania” nowych rozwiązań technicznych i organizacyjnych, rola nauczania zdalnego będzie rosła.

Wywiad korespondencyjny przeprowadzony w sierpniu 2020 r.

Nie możemy tracić czasu w drodze do otwartego dostępu

Myślę, że przyszły rynek publikacji naukowych będzie musiał się dostosować i zreorganizować, tak jak każda inna branża, która stoi w obliczu rewolucyjnej transformacji - mówi Prof. Johan Rooryck, Open Access Champion w Koalicji S

Prof. Johan Rooryck

Zespół Platformy Otwartej Nauki: Koalicja S stale się rozszerza. Jakie są priorytety i plany jej dalszego rozwoju?

Prof. Johan Rooryck: Koalicja S chce być globalną organizacją promującą przejście do pełnego i natychmiastowego otwartego dostępu. Zapraszamy do koalicji nie tylko organizacje finansujące badania, ale także organizacje prowadzące badania, które zobowiążą się do wdrożenia zasad i wytycznych Planu S. Należy pamiętać, że Koalicja S nie jest tradycyjną organizacją członkowską: jest nieformalnym sojuszem organizacji badawczych, które publicznie wyraziły zamiar wdrożenia Planu S i współpracy na rzecz osiągnięcia tego celu.

Literatura naukowa jest pomostem od informacji do wiedzy

Wierzymy, że nowatorskie narzędzia i aplikacje służące do maszynowej analizy tekstu i danych (text and data mining) pozwolą nam wzbogacić udostępniane przez nas treści i zmienią sposób, w jaki czytelnicy korzystają z literatury naukowej. Z tego względu staramy się budować Europe PMC na zasadach otwartej platformy innowacyjnej, umożliwiając twórcom – na przykład osobom zajmującym się maszynową analizą tekstów albo rozwojem oprogramowania – by prezentowali efekty swoich prac.

Maria Levchenko odpowiada za komunikację Europe PubMed Central, ogólnoświatowej bazy publikacji naukowych dotyczących badań biomedycznych i nauk o życiu, partnera PubMed Central International.

 

Marta Hoffman-Sommer: Europe PubMed Central (Europe PMC) to repozytorium publikacji z obszaru nauk o życiu. Jakie są najważniejsze cele Europe PMC? Czym różni się to repozytorium od serwisów PubMed i PubMed Central? Czy z punktu widzenia europejskiego naukowca korzystanie z Europe PMC ma jakieś przewagi nad korzystaniem z innych serwisów?

Misją Europe PMC jest stworzenie otwartego, pełnotekstowego zasobu literatury naukowej i dostarczenie użytkownikom światowej klasy serwisu do jego obsługi. Wierzymy, że nowatorskie narzędzia i aplikacje służące do maszynowej analizy tekstu i danych (text and data mining) pozwolą nam wzbogacić udostępniane przez nas treści i zmienią sposób, w jaki czytelnicy korzystają z literatury naukowej. Z tego względu staramy się budować Europe PMC na zasadach otwartej platformy innowacyjnej, umożliwiając twórcom – na przykład osobom zajmującym się maszynową analizą tekstów albo rozwojem oprogramowania – by prezentowali efekty swoich prac.

Europe PMC należy do inicjatywy PubMed Central International (PMCI). Wspólnie z PMC USA i PMC Canada tworzymy sieć cyfrowych archiwów, których zadaniem jest zapewnienie wszystkim darmowego dostępu do opublikowanej, recenzowanej literatury naukowej z obszaru nauk o zdrowiu i nauk biomedycznych. W ramach tej sieci wymieniamy się zasobami – lokalnie deponowanymi tekstami artykułów – a jednocześnie każde archiwum oferuje swoim użytkownikom inne funkcjonalności. Europe PMC łączy w sobie zalety zarówno PubMed jak i PubMed Central, bo działamy w modelu one-stop shop, oferując dostęp zarówno do abstraktów, jak i do pełnych tekstów artykułów poprzez wspólny interfejs wyszukiwania. Poza tym Europe PMC udostępnia treści bardzo różnego rodzaju, takie jak na przykład książki, patenty, prace dyplomowe z nauk biomedycznych i zalecenia diagnostyczno-lecznicze. Oprócz 27 milionów abstraktów z PubMed, Europe PMC uwzględnia również dodatkowe źródła danych, takie jak Chinese Biological Abstracts oraz  Agricola records, dzięki czemu osiąga w sumie 32 miliony abstraktów. Europe PMC różni się od PubMed Central także tym, że oferuje kilka nowych funkcjonalności, w tym zaawansowane narzędzia do maszynowej analizy tekstu i danych, integrację identyfikatorów ORCID – unikalnych identyfikatorów nadawanych przez fundację ORCID, służących do jednoznacznej identyfikacji autorów naukowych, oraz funkcję Grant Finder, która pozwala dotrzeć do informacji dotyczących grantów przyznawanych przez 27 instytucji z całego świata finansujących badania z obszaru nauk o życiu, które wspierają Europe PMC. Informacje o nowych funkcjonalnościach są podawane na blogu Europe PMC.

Prezentowane w Europe PMC treści nie są w żaden sposób ograniczone geograficznie i zawierają literaturę naukową ze wszystkich części  globu. Mamy nadzieję, że naukowcy z całego świata będą korzystać z naszych usług.

Czy są jakieś związki pomiędzy Europe PMC i OpenAIRE (albo innymi e-infrastrukturami naukowymi w Europie)? Czy prowadzona jest wymiana danych i/lub metadanych?

Europe PMC jest największym dostarczycielem danych w infrastrukturze OpenAIRE, dostarczamy ponad 3.8 milionów dokumentów. OpenAIRE korzysta ponadto z otwartego API i innych publicznych narzędzi Europe PMC w celu identyfikowania wyników badań finansowanych z programów 7PR i Horyzont 2020, oraz żeby zbierać powiązane z nimi metadane. Poza tym prowadzony przez Europe PMC serwis External Links Service jest wykorzystywany przez OpenAIRE i inne podobne infrastruktury do linkowania rekordów z Europe PMC z innymi źródłami, na przykład z pełnymi tekstami artykułów, które OpenAIRE pobiera z innych repozytoriów.

W jaki sposób konkretne treści trafiają do Europe PMC? Czy każdy autor artykułu z obszaru nauk o życiu – który chciałby, aby jego prace były bardziej widoczne – może samodzielnie zdeponować swój artykuł w Europe PMC? Jeżeli nie, to jakie wymagania musiałby spełnić i dlaczego?

Jest kilka sposobów na to, by artykuł trafił do Europe PMC. Jeżeli wydawca czasopisma jest pełnoprawnym członkiem Europe PMC, to sam deponuje całą zawartość każdego numeru lub tomu, a w przypadku czasopism hybrydowych deponuje te artykuły, które są publikowane w otwartym dostępie.

Instytucje grantowe należące do grupy Europe PMC Funders' Group nakładają na swoich grantobiorców zobowiązanie, zgodnie z którym wszystkie opublikowane wyniki naukowe, uzyskane dzięki finansowaniu z ich grantów, muszą być dostępne w Europe PMC, zazwyczaj nie później niż 6 miesięcy po opublikowaniu. Tak więc każdy naukowiec, który uzyskał finansowanie od co najmniej jednej instytucji z grupy  Europe PMC Funders, może zdeponować ostateczną (po recenzjach) wersję swojego manuskryptu poprzez serwis Europe PMC plus. Niektórzy wydawcy sami deponują ostateczne, porecenzyjne wersje manuskryptów w imieniu swoich autorów, jeżeli w artykule jako źródło finansowania podane są środki od którejś z instytucji należących do grupy.

Jeżeli więc konkretny naukowiec chciałby, żeby jego artykuł był dobrze widoczny, to najprostszym rozwiązaniem jest wybranie otwartego czasopisma, które jest członkiem PMC – wtedy pełny tekst artykułu automatycznie trafi do Europe PMC. Lista czasopism, które mają podpisaną z PMC umowę członkowską, jest dostępna tutaj.

W jaki sposób Europe PMC wzbogaca prezentowaną literaturę naukową?

Uważamy, że literatura tworzy pomost dla szerszych infrastruktur naukowych, pomagając w łączeniu powiązanych informacji i ułatwiając przekształcanie ich w wiedzę. Aby zrealizować tę wizję, skupiamy się na trzech głównych kierunkach: usługach dla autorów, integracji danych i maszynowej analizie tekstu.

Blisko współpracujemy z fundacją ORCID aby zapewnić, że każdy artykuł jest poprawnie powiązany z właściwymi autorami. Nasze zasoby można przeszukiwać za pomocą identyfikatora ORCID, aby zidentyfikować wszystkie artykuły danego autora. Dostarczamy też narzędzie pozwalające naukowcom ręcznie przypisać konkretny artykuł do swojego konta ORCID – do chwili obecnej ponad 350 tysięcy naukowców skorzystało z tego narzędzia by przypisać prawie 3,5 miliona artykułów. Dla osób posiadających konta ORCID generujemy ponadto indywidualne profile z wykresami pokazującymi liczbę publikacji i cytowań oraz jak wiele artykułów zostało opublikowanych w otwartym dostępie. Dołączamy również linki do innych powiązanych zasobów – na przykład do serwisów prezentujących alternatywne wskaźniki bibliometryczne (alternative metrics), do popublikacyjnych recenzji eksperckich z serwisu Publon, czy do pisanych przez laików streszczeń w serwisie Kudos lub w Wikipedii. Dzięki temu każdy naukowiec może zaprezentować swoją pracę na wiele sposobów.

Tworzenie powiązań między danymi badawczymi a literaturą naukową to istotny aspekt naszej działalności. Publikacje znajdujące się w Europe PMC są automatycznie linkowane do rekordów w wielu bazach danych, na przykład w Uniprot, European Nucleotide Archive (ENA) czy Protein Data Bank Europe (PDBe); lista linkowanych baz stale rośnie. Aby ułatwić wyszukiwanie informacji, korzystamy z metod maszynowej analizy tekstu i tworzymy linki bezpośrednio łączące wspominane w tekście obiekty biologiczne lub cytowane zbiory danych z odpowiednimi rekordami w innych bazach.

Aby ułatwić naukowcom i kuratorom baz danych korzystanie z literatury, stworzyliśmy SciLite, narzędzie do maszynowej analizy tekstu. SciLite zaznacza w tekście zidentyfikowane obiekty biologiczne i prezentuje ich anotacje w postaci informacji nałożonej na artykuł naukowy w Europe PMC. Anotacje zawierają linki do odpowiednich baz danych, dzięki czemu użytkownik może z łatwością zlokalizować powiązane dane. SciLite ułatwia przeglądanie artykułów w poszukiwaniu najważniejszych punktów i pozwala szybko uchwycić najistotniejszy aspekt danego artykułu.

Europe PMC prezentuje literaturę naukową powiązaną z zasobami z wielu różnych medycznych i biologicznych baz danych, które opracowują dane (curated databases), ale również powiązaną poprzez numery DOI z cytowanymi w artykułach zbiorami danych. Te zbiory danych mogą być zlokalizowane w repozytoriach, które przechowują dane deponowane bezpośrednio przez autorów, bez etapu opracowania przez kuratora bazy (uncurated datasets), np. Zenodo, Dryad, Figshare. Jak często cytowane są zbiory tego typu? Jakie są Państwa przewidywania co do przyszłości repozytoriów danych udostępniających nieopracowywane zbiory danych – czy będą odgrywać znaczącą rolę w naukach o życiu?

Repozytoria udostępniające nieopracowywane zbiory danych są często tak skonstruowane, że nacisk jest położony na pochodzenie danych, w odróżnieniu od baz opracowujących dane, które kładą nacisk na strukturę danych, która jest tak skonstruowana, by jak najłatwiej było dane ponownie wykorzystać. Może to być przyczyną różnic we wskaźnikach cytowań dla danych opracowywanych i nieopracowywanych. Obecnie w Europe PMC jest znacznie więcej artykułów linkujących do rekordów z PDBe niż do rekordów z Dryad (98 000 vs 11 000). Dopiero z czasem okaże się, czy tempo cytowania nieopracowywanych danych wzrośnie.

Jednak repozytoria, które nie opracowują przyjmowanych danych, są niezbędne, gdyż pozwalają przechowywać dane w formatach, których nie da się łatwo włączyć w istniejące ustrukturyzowane archiwa danych. Brak struktury ma jednak swoją cenę: ilość zgromadzonych danych biologicznych rośnie wykładniczo, a jednocześnie dane te są coraz bardziej pofragmentowane i coraz silniej rozproszone w różnych miejscach. W EMBL-EBI działa nowy serwis, którego celem jest poradzenie sobie z tym problemem: jest to baza BioStudies, która oferuje rodzaj kontenera, zawierającego wszystkie dane z pojedynczego projektu badawczego, dzięki czemu dane te są łatwe do znalezienia i do ponownego wykorzystania. Są tam zarówno linki do zbiorów danych z uznanych repozytoriów, jak i nieustrukturyzowane zbiory danych. Takie podejście jest szczególnie korzystne w przypadku eksperymentów multi-omicznych (multi-omics), w których wytwarzanych jest wiele różnych rodzajów danych. W Europe PMC tworzymy linki prowadzące od artykułów naukowych do rekordów w bazie BioStudies, a także dołączamy identyfikatory rekordów oraz dostarczamy przeanalizowane maszynowo pliki dodatkowe (supplemental information). Wierzymy, że dzięki skupieniu się wyłącznie na naukach o życiu oraz dzięki swojej elastycznej strukturze baza BioStudies lepiej się dopasuje do potrzeb społeczności akademickiej niż repozytoria ogólne, służące wszystkim dziedzinom nauki.

Czy uważa Pani, że model działania PMC International sprawdziłby się również w innych obszarach nauki (np. w naukach humanistycznych lub społecznych), czy też każda społeczność naukowa powinna wypracować własny model działania baz literaturowych?

PMC International przyjęło system wypracowany pierwotnie przez dostawców danych genetycznych. Według tego modelu działa na przykład International Nucleotide Sequence Database Collaboration, w skład której wchodzą European Nucleotide Archive prowadzony przez European Molecular Biology Laboratory (EMBL), japoński DNA DataBank (DDBJ), oraz amerykański GenBank prowadzony przez NCBI. Wszystkie trzy bazy regularnie wymieniają się zdeponowanymi danymi, a jednocześnie swoim użytkownikom oferują różne interfejsy i różne funkcjonalności, dopasowane do oczekiwań lokalnych społeczności naukowych. System tego rodzaju zapewnia stabilność archiwów i bezpieczeństwo przechowywanych informacji, a jednocześnie umożliwia wzbogacanie zdeponowanych treści lokalnymi wskazówkami i dodatkowymi zasobami. Naszym zdaniem taki układ ma zalety dla  wszystkich osób zaangażowanych w proces badawczy, gdyż zapewnia swobodny wybór preferowanego źródła danych.

 

 

Nauka polega na otwartości

Wydaje się oczywiste, że wyniki wszystkich badań, które prowadzone są z funduszy publicznych muszą być dostępne, o ile nie ma istotnych powodów, aby było inaczej. Mówimy tu o tym, że publikacje nie mogą być ukryte za finansowymi barierami i dostępne tylko dla tych, którzy zapłacą, często niemałe środki – mówi Prof. Zbigniew Błocki, dyrektor Narodowego Centrum Nauki w wywiadzie udzielonym serwisowi Otwarta Nauka

Prof. Zbigniew Błocki (fot. Archiwum NCN)

 

Natalia Gruenpeter: Narodowe Centrum Nauki od samego początku należy do Koalicji S, stale rozszerzającej się grupy instytucji finansujących badania naukowe, która dąży do wprowadzenia otwartego dostępu do wyników badań finansowanych ze środków publicznych. Jakie były okoliczności zawiązania się Koalicji S i zaangażowania NCN?

Prof. Zbigniew Błocki: Koalicja zawiązała się w gronie instytucji tworzących organizację Science Europe, której NCN jest aktywnym członkiem od wielu lat. Na spotkaniach z przedstawicielami tych instytucji, a także na forum Global Research Council, temat otwartego dostępu był bardzo szczegółowo omawiany. Narodziła się świadomość, że muszą rozpocząć się jakieś konkretne działania i że powinna podjąć je odpowiednio duża grupa organizacji finansujących badania naukowe. Powstanie Koalicji S wspierała też Komisja Europejska, istotną rolę odegrał Robert-Jan Smits, który był specjalnym doradcą ds. otwartego dostępu.

Jakość może przybrać różne rozmiary i kształty

Najbardziej wartościowe recenzowanie polega na, poza wszystkim innym, stosowaniu czytelnych kryteriów i wskazówek, umożliwiających dobry dialog między naukowcem, recenzentem i przedstawicielami społeczności akademickiej i, ostatecznie, prowadzi do udoskonalenia wyników badań, które mają zostać opublikowane (...). Każda forma otwartej inicjatywy propagującej system wspierający dialog jest dla mnie wartościowa.

 Ioana Galleron

Ioana Galleron jest wykładowcą językoznawstwa i literaturoznawstwa francuskiego na Université de Bretagne-Sud. Jest zaangażowana w projekty badawcze, których przedmiotem jest ewaluacja nauki, m.in. EvalHum. Od kwietnia 2016 r. kieruje COST Action CA15137.

Wersja angielojęzyczna 

 

Michał Starczewski: Czym różnią się systemy ewaluacji w naukach ścisłych i przyrodniczych (STEM) od tych w naukach humanistycznych i społecznych (SSH)? W jaki sposób Unia Europejska i państwa członkowskie mierzą się z zagadnieniem tych różnic? Czy możliwe jest znalezienie wspólnych kryteriów dla wszystkich dyscyplin i czy w ogóle powinniśmy próbować?

Ioana Galleron: Nie ma odrębnych systemów ewaluacji dyscyplin STEM i SSH, choć te systemy, które są, różnią się w swoich założeniach (ex-post/ex-ante, bazujące na wynikach / bazujące na wielkości). Nie jest to samo w sobie problemem, z wyjątkiem niektórych metod, ponieważ ani dyscypliny SSH, ani STEM nie tworzą jednorodnych grup. Różnice są ogromne, jeśli chodzi o nawyki publikacyjne, np. między biologią a matematyką z jednej strony, oraz między naukami społecznymi a humanistyką z drugiej, a także wewnątrz tych szerokich obszarów.

Są mocne dowody, że wskaźniki ilościowe, takie jak impact factor, index Hirscha i podobne, nie odzwierciedlają jakości, ani nawet nie pozwalają prawidłowo zaobserwować produktywności w dyscyplinach SSH. Dlatego takie wskaźniki nie powinny być wykorzystywane do ewaluacji tych dyscyplin, tym bardziej, że dane nie są ani kompletne, ani reprezentatywne. Takie metody są jednak wciąż wykorzystywane, po części dlatego, że krajowe systemy ewaluacji często znajdują się pod przemożnym wpływem naukowców reprezentujących dyscypliny STEM i są zaprojektowane przede wszystkim z myślą o nich, po części z powodu panujących przekonań, że konkurencja w publikowaniu w międzynarodowych czasopismach podniesie jakość badań, a wreszcie także dlatego, że te metody posługują się łatwymi do użycia liczbami. Znaczenie ma także fakt, że alternatywy jawią się jako niejasne i mało wiarygodne.

Istotnie, należy udoskonalić procedury ewaluacji badań SSH, które są czasami postrzegane przez wielu badaczy jako nieuczciwe, nieprzejrzyste i błędnie zaadaptowane do tych dyscyplin. Sprzeciw wobec podstawowych zasad ewaluacji o wiele częściej spotyka się w społecznościach SSH ze względów ideologicznych, albo z powodu tradycji współpracy. Sugerowano nawet, że z epistemologicznego punktu widzenia dyscypliny STEM i SSH całkowicie się różnią, ponieważ w obszarze STEM jest długa tradycja postępów związanych z dyskusjami i obalaniem ustaleń dokonywanych przez innych badaczy, podczas gdy ten paradygmat rzadziej ma miejsce w SSH. To wszystko prowadzi do tego, że nawet gdy dwie dyscypliny skłaniają się do stosowania jakichś wspólnych kryteriów, to tkwią w nich istotne różnice, które trzeba uwzględnić podczas ewaluacji jednych i drugich.

Krótko mówiąc, ewaluacja nauk społecznych i humanistycznych jest problematyczna tak dla ewaluujących, jak i dla ewaluowanych. Podczas gdy pewne państwa europejskie zauważyły już ten stan rzeczy i zaczęły szukać odpowiednich rozwiązań, w wielu innych nie widać takiej postawy. Z tego względu europejska inicjatywa dla SSH jest bardzo potrzebna. Trzeba stworzyć przestrzeń dyskusji między tymi, którzy eksperymentują z procedurami uczciwszymi i lepiej dostosowanymi do dyscyplin SSH, i trzeba też nadać temu zagadnieniu taki rozgłos, na jaki zasługuje.

Kieruje pani COST Action European Network for Research Evaluation in the Social Sciences and the Humanities (ENRESSH). Czy może pani opisać cele tego przedsięwzięcia?

“European Network for Research Evaluation in the Social Sciences and the Humanities” to Działanie COST, które zaczęło się w kwietniu 2016 r., a zakończy w kwietniu 2020 r. Naszym celem jest zaproponowanie przejrzystych dobrych praktyk w zakresie ewaluacji badań społecznych i humanistycznych. W ramach Działania współpracują ze sobą bardzo różni eksperci: badacze ewaluacji, decydenci, członkowie jednostek oceniających, jak również badacze reprezentujący humanistykę i nauki społeczne. Projekt porównuje rozproszone prace poświęcone ewaluacji badań SSH, powstające w różnych częściach Europy, w celu uniknięcia niepotrzebnego ich powielania oraz by upowszechnić ich rezultaty. Zaczęliśmy od wymiany doświadczeń, tak by uzyskać obraz stanu badań nad ewaluacją w Europie. W ciągu następnych lat zespół zorganizuje konferencje, warsztaty i spotkania, by zasypać przepaść między akademikami zajmującymi się ewaluacją badań SSH, menadżerami nauki i decydentami.

Skorzystam z okazji i wspomnę o EvalHum Initiative. Jest to szeroko zakrojone stowarzyszenie, które stara się zebrać razem wszystkich pracujących w obszarze ewaluacji nauki w naukach społecznych i humanistycznych. Brzmi to podobnie do opisu Działania ENRESSH, więc pewnie nikogo nie zaskoczy fakt, że to członkowie EvalHum zaproponowali Działanie COST. Obie inicjatywy są jednak ściśle oddzielone. Stowarzyszenie wznowi działalność, kiedy Działanie COST się zakończy. To także EvalHum organizuje serię konferencji RESSH, spośród których następna odbędzie się w Antwerpii w lipcu 2017 r.

Czasem pojęcia używane do opisu komunikacji naukowej w różnych krajach oznaczają bardzo różne rzeczy. Tak jest w przypadku np. „monografii”, „artykułu” i „recenzji”. W niektórych państwach monografia jest prawnie definiowana przez liczbę stron, a w innych przez liczbę autorów. Jak wiele zamieszania powoduje to na poziomie międzynarodowym? Czy sądzi pani, że część kontrowersji byłoby łatwiej rozwiązać, gdyby ludzie byli bardziej świadomi tych wieloznaczności?

Zbyt często procedury ewaluacyjne skupiają się na formalnych cechach publikacji. Nie uwzględnia się faktu, że cechy formalne mówią o jakości tylko bardzo zgrubnie, że za etykietami takimi jak: „recenzja (naukowa)”, „wydawnictwo uniwersyteckie”, czy „książka” mogą kryć się bardzo różne rzeczywistości, a liczby stron lub współtwórców same w sobie niewiele znaczą. Nie ma powodu, by postrzegać materiały konferencyjne jako z zasady „mniej dobre” niż jednoautorska książka. Nie ma też powodu, by przedkładać publikowanie artykułów nad książki – lub vice versa! – ponieważ wysoka jakość może przybierać różne rozmiary i kształty. Takie skróty lub tendencje miałyby sens wyłącznie wtedy, gdyby, po pierwsze, był jakiś konsensus, wewnątrz społeczności SSH, dotyczący najczęściej występujących typów publikacji w odniesieniu do pewnych typów wyników badań, i, po drugie, jeśli można byłoby mieć pewną dozę zaufania do kontroli jakości zapewnianej przez jakieś naukowe grono (choćby na poziomie czasopisma, konferencji, wydawnictwa, etc.). Niestety, kiedy przyglądamy się rzeczywistości kryjącej się za tymi słowami, zwłaszcza z ogólnoeuropejskiego punktu widzenia, widzimy, że te dwa warunki są dalekie od spełnienia.

Nie wiem więc, czy to pomoże rozwiązać kontrowersje, ale świadomość tego, jakie procesy zachodzą w trakcie publikacji książki naukowej w, dajmy na to, Rydze, a co się dzieje z książką w Wenecji, prawdopodobnie pomoże wypracować wspólne standardy, a także będzie skuteczniej wspierało lepszą naukę niż narzucanie akademikom ich (publikacyjnych) wyborów. 

Czy otwarta nauka sprawia, że ewaluacja staje się skuteczniejsza? W jaki sposób?

Otwarta nauka zmieni praktyki badawcze w humanistyce i naukach społecznych. Być może wpłynie na metody i procedury ewaluacji. Ale pojawia się kilka pytań, np. czy badacze społeczni i humaniści są w ogóle świadomi dyskusji o otwartym dostępie i jej skutków i czy ci badacze mają środki finansowe, by publikować w otwartym dostępie? Opłaty odautorskie (APC) za artykuły są problemem dla często i tak już niedoinwestowanych badań z obszaru SSH, przez co publikowanie książek okazuje się nieprzystępne. Jednakże, wracając do pytania, sam fakt, że niektórzy badacze decydują się udostępniać w sposób otwarty swoje publikacje, a nawet dane badawcze, powinien być uwzględniany w trakcie ewaluacji. Otwarta nauka jest też lepiej rozpowszechniona, dzięki czemu wyniki można łatwiej ponownie wykorzystać, a także łatwiej jest obalić błędne twierdzenia; to są dwa inne istotne aspekty, które powinny zostać docenione.

Co więcej, w pewnych państwach otwarta nauka pozwala naukowcom przyspieszyć, albo wyjść poza system publikacyjny, który całkiem często jest z wyżej wspomnianych powodów dysfunkcyjny w obszarze SSH.

W jaki sposób można oceniać udostępnianie danych badawczych? Który aspekt jest najważniejszy: natychmiastowy dostęp, licencje prawne czy pełne metadane?

Udostępnianie danych badawczych to sposób na zwiększenie transparentności procesu badawczego i ułatwienie pracy recenzentów. Równocześnie pozwala uniknąć niepotrzebnego powtarzania pracy, ponieważ badania mogą być powtórzone lub ponownie przeanalizowane z innej perspektywy. Opracowanie procedury ewaluacji udostępniania danych badawczych nie jest jednak łatwe i prawdopodobnie będziemy potrzebować trochę czasu, by przyjrzeć się, jak akademicy radzą sobie z tym zagadnieniem.

Metadane są kluczowe z punktu widzenia ewaluacji. Są też być może prostsze do udostępniania i chronienia. Żeby zbudować dojrzałe procedury ewaluacji, musimy wiedzieć, co dzieje się w danej dyscyplinie, a póki co ta wiedza w obszarze SSH jest bardzo niekompletna, zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim. Co więcej, sytuacja jest bardzo zróżnicowana zależnie od dyscypliny: o wiele lepsza jest obecność w międzynarodowych bazach danych psychologii czy ekonomii, podczas gdy badania językoznawcze i literaturoznawcze pozostają tu wyraźnie w tyle. Dostęp do metadanych – nie tylko dotyczących danych badawczych, ale też różnych publikacji – pozwoliłby nam uczynić postępy w stronę europejskiej bazy danych o osiągnięciach badań SSH, a także  obserwować zwyczaje publikacyjne, sposoby współpracy i trendy tematyczne na większą i pewniejszą skalę.

Narzędzia komunikacji zmieniają się bardzo szybko. Zmienia się także komunikacja naukowa. Czy pani zdaniem ewaluacja badań powinna dotrzymywać kroku tym zmianom, czy raczej powinna być trochę bardziej zachowawcza i ewoluować w swoim tempie?

Ewaluacja badań naukowych musi uwzględniać procesy badawcze i zwyczaje naukowców. Tak, ze względu na swoją wiarygodność musi nadążać za zmianami w komunikacji naukowej. W obecnych procedurach oceny jest mało miejsca na blogi naukowe, newslettery oraz, w większości państw, na liczne formy zaangażowania społecznego w szerokim znaczeniu, a to są tylko nieliczne przykłady. A przecież te wszystkie próby komunikowania się inaczej niż w tradycyjny sposób, zarówno wewnątrz świata akademickiego, jak i poza jego obrębem, stwarzają przestrzeń dla innowacji. W obszarze SSH jest ogromny potencjał pomijany przez decydentów, w wielu przypadkach z powodu zliczania wyłącznie wskaźników i wyników, które faktycznie nie odzwierciedlają tego, co realnie dzieje się w danej dyscyplinie.

Z drugiej strony, trzeba wciąż pamiętać, że wskaźniki, które są wykorzystywane w ewaluacji nauki potrzebują czasu, byśmy mogli przekonać się, jak działają. Usilne próby nadążania za każdym trendem nie pozwalają procedurom ewaluacji dojrzeć.

Jaka jest rola mediów społecznościowych w komunikacji naukowej? Czy instytucje akademickie powinny inwestować w narzędzia zliczające tweety lub posty na Facebooku, takie jak Altmetric?

Media społecznościowe zrobiły wiele dobrego dla nauk SSH, ponieważ umożliwiły porozumiewanie się z dużą publicznością i informowanie jej o naszych tematach i badaniach. To jest coś, co się nie zawsze udawało w mediach tradycyjnych, które są bardziej skoncentrowane na odkryciach „twardych” nauk. Jak wcześniej wspomniałam, „tradycyjne” wskaźniki nie sprawdzają się w naukach SSH. Badacz społeczny lub humanista z niskim indeksem H niekoniecznie jest nieproduktywny, co mogą pokazać liczby pobrań jej lub jego artykułów z repozytoriów. Trzeba jednak mieć świadomość, że wskaźniki alternatywne również mogą nie odzwierciedlać dokładnie tego, co się dzieje w dyscyplinie z powodu często spotykanej zachowawczości. Znakomite badania, które nie są rozpowszechniane za pośrednictwem Twittera, Facebooka lub akademickich mediów społecznościowych wciąż mogą być intensywnie czytane w bibliotekach.

Co więcej, dane z platform Sieci 2.0 nie są wystarczająco wiarygodne i, jak wszystkie dane, mogą być kształtowane przez potężne nauki (fizykę i medycynę), tak by liczyć to, w czym one są dobre (opowieści o odkryciach i leczeniu raka), niż nasze opowieści z obszaru SSH, które często są dla ludzi bardziej interesujące. W skrócie: instytucje powinny mieć świadomość, jak naukowcy posługują się mediami społecznościowymi w komunikacji naukowej, ale jednocześnie powinny zachować ostrożność w interpretowaniu uzyskanych stąd informacji i uważać, by nie narzucać nienaturalnych zachowań

Mówi się czasem o przepaści pomiędzy nauką a społeczeństwem. „Zwykli ludzie” nie wiedzą, czego właściwie dotyczy nauka i nie mogą uczestniczyć w jej rozwoju. W tym samym czasie naukowcy są często postrzegani jako zamknięci w wieży z kości słoniowej i ignorujący prawdziwe problemy życia codziennego. Projekty „nauki obywatelskiej” mają na celu zbudowanie mostu i połączenie obu stron. Czy pani zdaniem nauka staje się coraz bardziej egalitarna?

Zawsze jestem zdumiona, gdy słyszę o “przepaści” między nauką a społeczeństwem. A jeszcze bardziej zdumiewają mnie ludzie skupiający się raczej na naszej (suponowanej) wieży z kości słoniowej, niż na, powiedzmy, złotej wieży bankierów… Bądź co bądź, czy to jest nowe zjawisko i czy w związku z nim powinniśmy się czegoś obawiać? „Zwykli ludzie” żyjący w XVI w. byli jeszcze mniej świadomi, czym jest nauka, ponieważ zdecydowana większość nie potrafiła czytać, a naukowcy byli przez wielu postrzegani jako zagrożenie. Nauka jest lepiej postrzegana i rozumiana w naszych nowoczesnych, dobrze wyedukowanych społeczeństwach – i być może poczucie, że naukowcy nie otwierają się wystarczająco na społeczeństwo jest związane z tą większą zdolnością zrozumienia przez „laicką publiczność”, czym jest nauka, przez co ludzie stają się bardziej zainteresowani uczestniczeniem w niej. Nauka nie odrzuca ludzi, ale pyta ich, zgodnie ze swoją istotą, jaką mają wiedzę i umiejętności, by przyłączyć się. Wiele jest wspaniałych historii społecznego zaangażowania naukowców ze wszystkich obszarów, zwłaszcza SSH, które pokazują, jak niewiele jest prawdy w tradycyjnych przekonaniach o wyniosłym pozostawaniu naukowców ponad tłumem.

Z kolei z socjologicznego punktu widzenia jesteśmy świadkami stałej i ciągłej zmiany społeczności uczonych, których pochodzenie jest coraz bardziej zróżnicowane, także więc w tym znaczeniu nauka staje się coraz bardziej „egalitarna”.

Pojawia się wiele pomysłów na udoskonalenie procesu recenzowania naukowego i uczynienie go bardziej transparentnym. Jakie rodzaje otwartego recenzowania uważa pani za najbardziej wartościowe?

Pomimo znanych ograniczeń, tradycyjne recenzowanie zostało sprawdzone jako użyteczne narzędzie sprzyjające lepszej nauce i zapewniające, że jest ona uprawiana prawidłowo. Niektóre wydawnictwa lub czasopisma humanistyczne i społeczne pojęciem recenzowania określają niezwykle zwięzły proces, którego rezultatem jest jeden wers (lub nawet jedno słowo!) akceptujące kawałek badań. Nie mówię tego, by podważać bardzo dobrą pracę wykonywaną przez liczne redakcje lub wydawnictwa, ale w wielu innych przypadkach to, kto zostanie opublikowany, zależy w mniejszym stopniu od jakości pracy, a większe znaczenie mają osobiste związki między badaczami i redaktorami, albo, co gorsza, zdolność zapłacenia za publikację.

Uważam, że najbardziej wartościowe, prawdziwe (w przeciwieństwie do „szyderczego” lub „pozornego”) recenzowanie polega na, poza wszystkim innym, stosowaniu czytelnych kryteriów i wskazówek, umożliwiających dobry dialog między naukowcem, recenzentem i przedstawicielami społeczności akademickiej i, ostatecznie, prowadzi do udoskonalenia wyników badań, które mają zostać opublikowane. Ostatnie propozycje biologicznego czasopisma eLife otwierają interesujące perspektywy poprzez umożliwienie dialogu przed publikacją między anonimowymi recenzentami a badaczem, jak również na rozbudowane formy recenzji, w której interesariusze uczestniczą w ocenie badań z misją społeczną. Uogólniając, każda forma otwartej inicjatywy propagującej system wspierający dialog jest dla mnie wartościowa.

 

 

Additional information